|
Kto to do nas puszcza oko? To profesor... :-) - Tak, to Profesor Władysław Bartoszewski.
Doskonały pomysł wydawniczy - jak bowiem wkomponować "żwawego staruszka", który za nic ma pomniki w kanon "pism zebranych"?... Trzeba zasygnalizować niepowtarzalność mistrza, który jest jednocześnie pełnym pasji dyskutantem, długodystansowym rozmówcą, bohaterem, a jednocześnie precyzyjnym znawca tematu... Edycja przyczyniająca edytorom na pewno licznych problemów, ale edycja pism tak potrzebnych - bo precyzyjnych, prostujących plotki, trwardo stąpających po ziemi. Tekstów, których idea powinna być zawsze wzorem pisania w sposób naukowy: aluzje trzeba wyjaśniać, plotka, obmowa, niepodawanie źródła jest najgorszym wrogiem.
Teksty te przypominają nam, że twardy kręgosłup moralny i poczucie humoru wspierają się wzajemnie.
Dodaj do koszyka: Lideria.pl
Możesz też kupić bezpośrednio w wydawnictwie: "Universitas"
Nie jest pomocne w nauce przeświadczenie o własnej nieomylności, podobnie, jak sztywność zachowań. To prowadzi do poczucia, że jest się jedynym sprawiedliwym, do fanatyzmu, oskarżania wszystkich naokoło. Władysław Bartoszewski niczego nie musi udowadniać - jego życie świadczy o nim. Słowa mogą kłamać, biografia zostaje. Biografia utwardzana przez teksty, które powstały w toku życia. Pisma zebrane właśnie.
Ta edycja Pism wybranych Władysława Bartoszewskiego obejmuje wybór najważniejszych jego teksty opublikowanych w latach 1942-2006. Teksty prezentowane są w porządku chronologicznym, co pozwala nam śledzić ich związek z biografią autora. Andrzej Kunert we wstępie pisze wręcz o integralności autora i tekstów. Tekstów, których autor sie nie wypiera, mówiąc w rozmowie z Łukaszem Kądzielą w 1986 roku w "Więzi": Z całego dorobku mego życia nie żałuję ani jednego napisanego zdania, choć na pewno niejedno napisałbym lepiej, precyzyjniej, mądrzej czy trafniej. Nie ma takiego zdania, a tym bardziej ustępu czy artykułu, o którym marzyłbym: oby zapadł się on pod ziemie, oby nigdy nie był napisany. Przywiązuje bardzo dużą wagę do tego stwierdzenia. - Ilu jest humanistów, którzy powiedzieliby to samo o sobie? Choćby z tego względu warto pochylić się nad tymi tekstami.
Tom pierwszy zawiera teksty pisane w czasie bodajże najcięższym - od końca wojny, kiedy Bartoszewski był redaktorem opozycyjnego pisma, do "przełomu październikowego". W większości są to artykuły, stanowiące trudno dziś czytelną heroiczną obronę pamięci Powstania Warszawskiego oraz Armii Krajowej. Heroiczną - bo pisać o Powstaniu wówczas nie było łatwo; autor wiele lat przesiedział w więzieniach. Obronę - bo autor prostował krzywdzące opinie, plotki (np. prostował plotkę o związkach Nowaczyńskiego z okupantami). A jednocześnie fascynujące materiały źródłowe do dziejów konspiracji - o likwidacji kolaboranta, Igo Syma, o pierwszej akcji dywersyjnej w ramach operacji "Wachlarz" przeprowadzonej w 1942 roku w Warszawie (i planowaniu upozorowania tej akcji jako ataku radzieckich spadochroniarzy...). - Teksty bardzo różne, ale wszystkie - uczciwe. Bez zbędnych ozdobników, prosto z mostu - tak i tak. Taki sposób pisania dla wielu współczesnych humanistów zapatrzonych w mętnie przemawiających "guru" może być wyzwalającym, odświeżającym doświadczeniem...
Edycja na pewno wymagała wiele trudu i weryfikacji materiałów. Szkoda, że przypisy nie znajdują się bezpośrednio na stronach, których dotyczą, to ułatwiłoby lekturę. Zastanawiam się także, czy przypadkiem Andrzej Pieśniewicz to nie Andrzej Pleśniewicz? (s. 204). - To jednak techniczne drobiazgi, ważniejsza jest całość, której opracowanie budzi uznanie.
Bardzo jesteśmy ciekawi tomu drugiego - polecamy tymczasem tom pierwszy.
|