|
Dzięki przyjaciołom mogłem przeczytać nową książkę Ryszarda Kapuścińskiego. Tym razem wędrujemy w przestrzeni, ale też w czasie (nie ma historii, powiedział Brodski, jest tylko stara teraźniejszość): stare mapy fascynują, pytanie "skąd przybywają okrety" domaga się odpowiedzi... podobnie jak u Stasiuka (czy ktoś zwrócił uwagę na podobieństwo tych autorów?) Kapuściński wyrusza za Herodotem. Herodotem, który był jego przewodnikiem w pierwszych wyprawach za granicę. sledzi losy i męki Dariusza, Scytów, Greków, bezgłowych potworów - i ludzi, jak my - i Ci, co po nas będą.. Ta książka to już nie reportaż. To esej o przemijaniu, wieczności, inności. Człowiek jest człowiekiem - zdaje się czytać Kapuściński z Herodota - a charakteryzuje go ciekawość i przeżywanie bólu. Tylko po co ten ból - sączy się pytaniem z eseju o historii ukrytej w teraźniejszości - co z tego bólu wynika?... My, ludzkość, "stoimy w ciemności, otoczeni światłem", usiłujemy spotkać tego Drugiego Człowieka, który będzie blisko, zrozumie (język, gest, to, co chcemy przekazać) - esej kończy się spotkaniem z kobietą. Turczynką. Która - mimo GRANICY (stała fascynacja granicą i jej przekraczaniem u Kapuścińskiego!) - usiłuje się przedostać - zrozumieć - porozumieć. Herodot uczy smutnej pogody. Poznawać coś całe życie żeby zrozumieć. Polecam tę książkę - do zielonej herbaty w sam raz. Ł.G. -- Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem, oprac. graf. Witold Siemaszkiewicz, "Znak": Kraków 2004.
|