wydawca
ISSN 1896-2548   Start arrow Recenzje nowości arrow Willa Profesora Panasa

Menu główne
Start
Księgarnia Wydawcy
Książki (RSS)
Partnerzy
Zasady korzystania
Dla studentów
Recenzje nowości
Dodaj recenzję!
- - - - - - - - - - -
ZAMIEŚĆ OGŁOSZENIE
Logowanie





Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
Najpopularniejsze
Willa Profesora Panasa Drukuj Wyślij znajomemu
Teksty - Recenzje
Redaktor: Łukasz Garbal   

Panas - www.wydawca.org    W jednej z księgarni internetowych z zaskoczeniem znalazłem książkę Profesora Panasa. Książkę, której dotychczas nie znałem (Willa Bianki. Mały przewodnik drohobycki dla przyjaciół (fragmenty), przygotowanie do druku i nota P. Próchniak, Wydawnictwo UMCS: Lublin 2006).

    Pomyślałem, że pewnie nie znałem wszystkich – lecz nie: to książka niepublikowana za życia Profesora. Książka, nad którą, według zapewnień edytora, pracował pod koniec życia.

Dotychczas byłem przekonany, że ostatnią jest Oko cadyka. Jednak Willa Bianki układa się w podobnym kierunku – oko cadyka, willa Bianki – fragment i osoba. Wszechświat. Walka dobrego ze złem. Walka o ocalenie – pamięci.

    To niewątpliwie tekst Profesora. Widać Go pośród znaków. Postać w lesie ardeńskim pośród drzew. Widać to po stylu i sposobie prowadzenia dyskursu... (Wiem, że tym zdaniem sprowadzam na siebie nieufność teoretyków edytorstwa; ale, cóż – amicus Plato...). Tak podobne do zajęć u Profesora. To były wyjątkowe zajęcia. Zawsze czułem, że obserwujemy tekst od środka. Jak w kościele, tak my w Księdze tekstu.

    Fotografia. Profesor patrzący na willę – widziany z perspektywy kogoś w załomie murów... w poszukiwaniu odpowiedzi.

    Recepcja Schulza podsumowana w typowym, metafizycznie praktycznym stylu Profesora: Fabuła [...] zatytułowana [...] “Bruno Schulz” [...] jest niezmiernie gęsta i skomplikowana. Są w niej wstrząsające antycypacje i osobliwe prawidłowości, które przybierają kształt rozmaitych figur. Wśród jej licznych rozgałęzień nie brakuje wątków dramatycznych i sensacyjnych, nawet kryminalnych. [...] A przez całe jej terytorium przebiega linia frontu, gdzie ścierają się przeciwstawne siły i toczy się walka o najwyższą stawkę [sic!]. (s. 7).

    Biografia Schulza nie została jednoznacznie rozpracowana – wciąż dowodzi Profesor. Bo wbrew utartej opinii, która unieruchamia go w Królewcu, trochę się jednakowoż ruszał [czy pamiętacie tę niepowtarzalnie trzeźwiącą ironię?...] i jego tropy odnajdujemy w wielu miejscach, nieraz zaskakujących, czasami wprost w trudno wytłumaczalnych, jak chociażby... w Sztokholmie. (s. 8). Nie zmienia to może wiele w odczytaniu Księgi – ale pokazuje, że egzegeza nie była całościowa...

Wszystko zostało zapowiedziane już na samym początku życia Schulza. (s. 10). Żydowskie dziecko otrzymuje za patrona chrześcijańskiego świętego – Niemca – Brunona z Kwerfurtu. A sprawa imienia jest ogromnie ważna w judaizmie. (s. 10). Już w tym momencie, pisał Panas, widzimy późniejsze miejsce Schulza: na pograniczu kultur. Nawet więcej: między światami. ...Początek wskazuje na koniec, ale koniec znowu jest jakimś symbolicznym powrotem do początku. [...] W jego [Schulza] wypadku wszystko, co wydaje się przypadkowe – miejsca śmierci też przecież nie wybierał – układa się w przedziwny porządek. (s. 10, 11).

Śmierć. Został zamordowany. Podobnie, jak kilka milionów. Jednak jego śmierć była osobna – absolutna większość ofiar ginęła masowo i anonimowo w wielkich fabrykach wyspecjalizowanych w zabijaniu [...] [a Schulz] zginął, lecz jakby niezgodnie z regułami obowiązującymi w świecie zbrodni: na środku miasta, chciałoby się powiedzieć – jak na scenie, w biały dzień, chciałoby się powiedzieć – jak w świetle reflektorów, na oczach świadków, chciałoby się powiedzieć – jak przed publicznością. [s. 13-14].

Co dziwniejsze, starcie tych sił nie skończyło się wraz ze śmiercią Schulza, lecz przeniosło się na jego twórczy dorobek i trwa aż po dziś dzień. W tym wypadku chodzi o zachowanie tego dorobku bądź też jego zniszczenie. (s. 14).

Pamiętacie promocję ostatniej za życia książki Profesora, Oka cadyka, w lubelskim Teatrze NN? Mówił wtedy, jak tajemniczo znikały – umierały – osoby, związane z książką; co groziło autorowi; i dodał: a jednak się nie udało, książka się ukazała... – Tajemnica walki dwóch sił: o zachowanie dziedzictwa i o jego zniszczenie. Niemalże walka o Pierścień...

Nawiasem mówiąc, nie musimy owego starcia ujmować w kategoriach sugerujących wyłącznie metafizyczne konotacje... (s. 14). Panas opisuje losy spuścizny autora Sklepów cynamonowych. Otóż Schulz chciał uchronić przynajmniej swoje prace – a działał bardzo metodycznie i logicznie. Podzielił mianowicie wszystko na kilka pakietów i oddał na przechowanie jako depozyt ludziom, co do których był przekonany, że mają większe niż on szanse przeżycia wojny. Teraz nastąpiło kontrposunięcie ze strony sił – niech będzie i tak dla uproszczenia – reprezentujących entropię: starannie, wydawałoby się, zabezpieczone zbiory zniknęły na długie lata. (s. 14) – Dotąd (marzec 2006) pozostają nieodnalezione Schulzowskie rękopisy – a w jednym z tych opisywanych depozytów powinien być jego Mesjasz, rzecz najcenniejsza. Legendarny rękopis legendarnej powieści. (s. 15).

 

Tu mała uwaga do edytora. Nie wiem, w jakiej postaci przetrwał tekst Panasa – pamiętam jednak z zajęć, że wierzył w przetrwanie manuskryptów Schulza (rękopisy nie płoną, powtarzał słowa Wolanda); potrafił nawet przekazać tę wiarę i pasję wielu studentom. Jak pamiętam – poprawcie mnie, jeśli się mylę – Profesor miał intuicję istnienia księgi Mesjasza... intuicję tę zaszczepiał niektórym studentom...

W tekście opublikowanym jako Willa Bianki natomiast mamy pewną niejednoznaczność. Z jednej strony – tam powinien być jego Mesjasz [...] kiedy się pojawi, będzie można mówić o pomyślnym epilogu. (s. 15, pogrubienie moje - ŁG). Kiedy – a nie jeśli...

Zaś z drugiej strony wydawca tekstu Panasa podaje w innym miejscu cytat rękopisy Schulza. Nie wiadomo też, czy w ogóle jeszcze istnieją (s. 9).

Czy tak naprawdę było w tekście, czy też wydawca skomplilował jedynie teksty? Może trzeba było oprzeć się na jednej podstawie – najpewniejszej? najpóźniejszej?

Nie wiemy, co było podstawą tekstu, jak pracował wydawca tekstu – tych niezbędnych informacji zabrakło... mamy tylko fragmenty Księgi. Czy skażonej złym tekstem?

A pamiętam dążenie Panasa do jak największej ścisłości – niech nie będzie “z jednej strony... z drugiej strony...” a tylko “trzymajmy się faktów” (nawet, kiedy są to fakty metafizyczne, to niech nie będzie to metafizyczny chaos!...)

 

Może tu jest miejsce na kilka generalnych uwag do wydawcy, Pawła Próchniaka. Najważniejsze, że książka się ukazała; jeszcze jedna książka Władysława Panasa; także i to, że jest w dwóch językach – po polsku i ukraiński – to wspaniały pomysł.

Jakie jednak były założenia edytorskie? Ile w tym tekście jest Autora, a ile Edytora/Redaktora? Zabrakło mi tego sygnału w tekście. Oczywiście, być może intencją wydawcy było – tak trudne – wyciszenie własnej postaci; ale wypadałoby napisać, czy wydawca pełnił funkcje adjustatora, czy też tekst jest in extenso spisany (skąd? – z rękopisów? – z maszynopisu? bo raczej nie z komputera?...)

Nie powinniśmy dawać ułomków Księgi w oczekiwaniu na “wydanie krytyczne”! Porządkujmy – od początku.

 

To ogromna prośba, bo pamiętam ocenianie przez Profesora. To był sąd ostateczny. Czasem zaliczony, czasem – nie. Ocena szczegółowa była mniej ważna.

Liczy się prawda. Nie możemy cieszyć się blaskiem efektu... trzeba uważać, wydając Księgę. To tylko taka prośba – ogromna. Dla niektórych nie jest to esej – błyskotka: dla mnie teksty Profesora to ułamek Księgi. Dlatego – prośba – bądźmy wierni. Szczególnie jeżeli jest to zaledwie niecałe pięćdziesiąt stron...

 

Wróćmy do tekstu. Do ułomków Księgi, która jednak gdzieś – in partibus infidelium (a może właśnie fidelium?) – istnieje; bo nie tylko pojawiają się niejasne sygnały, ale wypływają na powierzchnię po prostu prace Schulza, które uważano dotąd za bezpowrotnie utracone. (s. 15).

Zaczął pisać gdy do końca życia, jak się miało okazać, pozostało mu zaledwie dziewięć lat (s. 9). Tak Profesor pisał o Schulzu. Ale jest tu też dla mnie wyraźne podobieństwo do biografii samego Autora, późno “docenionego” przez uniwersyteckich formalistów.

Schulz stał się bohaterem literackim – Panas również.

 

Można ciągnąc analogie, ale nie chcemy krzesać tych paraleli – pisząc o książce Profesora, na niej się koncentrujmy.

Na śledztwie prowadzonym szlakiem powozu uwożącego Infantkę...

 

Śledztwie nie nadętym, pełnym sytuacyjnego humoru. Panas zauważa z właściwym sobie gestem na marginesie szukania etymologii farfareli (nie mylić z farafelami ani tarantellą!) o motylu bielinku kapustniku: czy stworzenie wykarmione w dzieciństwie kapustą może mieć w sobie coś atrakcyjnego? czy może? czy może?... – zawieszenie głosu... (s. 18).

Więc ruszaj się, leniwe ciało, idziemy tam, gdzie dotąd nas jeszcze nie było: w strefę dwuznacznej gry, jaka wytwarza się między fikcją a rzeczywistością (s. 26) – pisał Panas... czas skończyć pielgrzymkę po śladach biografii znanej, trzeba pójść  tropami biografii wewnętrznej! Cytuje najsłynniejszy bodaj wiersz polskiej poezji dwudziestowiecznej [...] “Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu [...] bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz” (s. 26). Tak, odkrywa przed nami Panas, tam czekają cię gęsie skórki i dreszcze, jakie towarzyszą szczęśliwym rozwiązaniom wszelkich zagadek i tajemnic [...] (s. 26).

Bo świat Schulza nie jest światem Joyce’a z precyzyjnie rekonstruowanym Dublinem; nie jest też zupełną fikcją – to wymieszanie dwóch porządków: ulica Krokodyli sąsiaduje obok ulicy istniejącej w naszej rzeczywistości. Ta Schulzowska przestrzeń prowadzi niekiedy niektórych do obserwacji, że cały świat Schulza jest fantasmagorią. Tymczasem Panas przypomina choćby obserwację Jana Zielińskiego – że nawet taki drobiazg – może się zdawać – taki drobiazg, jak znaczki, opisywane w Wiośnie – istniały!

Panas idzie tym tropem. I choć powiada: nie znam trzech ważnych w Schulzowym świecie adresów (sanatorium, sklepów cynamonowych, ulicy Krokodyli), to – i ten fakt jest rewolucyjny, wyrwanie, uratowanie ze świata fikcji – poznał w końcu adres [...] być może najważniejszy. (s. 30). Wiem mianowicie, gdzie mieszkała księżniczka Bianka, prawowita, chociaż mniej niż z lewego łoża, dziedzicka tronu Habsburgów. Księżniczka i zarazem... Mesjasz! (s. 30). W tej, jak powiada Panas, najbardziej tajemniczej opowieści Schulza w wyobraźni bohatera księżniczka Bianka stała się Mesjaszem... Infantka i Mesjasz: dwa w jednym. (s. 31).

Zadziwiająca rekonstrukcja... ratowanie Bianki – bo przecież, dopóki ktoś o tobie pamięta, to żyjesz!

Panas zwraca naszą uwagę na jeszcze inny fakt – drobiazg w rozważaniach, ale ważny w ogóle – przypomina erotyczny aspekt napięcia lirycznego. Przywołuje Brodskiego, który napisał kiedyś, że “dziewięćdziesiąt procent najlepszej poezji lirycznej powstaje post coitum(s. 33). – Stąd zatem, dowodzi Panas, do napisania powieści o Truskawcu (taki przydrohobycki Nałęczów...) zabrakło Schulzowi – mówmy otwarcie [...] kobiety [sic!] (s. 33) – ale przecież  perspektywa seksu z infantką, która była równocześnie ukrytym Mesjaszem, lub może odwrotnie: seksu z Mesjaszem, który był też ukrytą infantką, przekroczyła wyobraźnię młodego narratora a dość dużej odległości. (s. 41). Przypomnij, przypomnij sobie: ciało rusza w ślad za własnymi myślami. (s. 33).

Stąd ten żeński Mesjasz? Stąd willa Bianki jako siedziba Boga?...

Pozostańmy z tym pytaniem – z fragmentami Księgi (która nie jest “schulzologiczna”, a, powiedziałbym, “prawdologiczna”, dąży do poznania – stąd też motyw Pustelni parmeńskiej, zdawać by się mogło, z Schulzem nie związanej! – Księgi, jaką pisał Profesor Władysław Panas... który wyznaje w kilku miejscach (pamiętajmy o podobieństwie losów Autora i Egzegety): mam też gust dziwnie podobny do narratora...

 

Dziękuję za tę książkę. Mimo uwag, które nasuwają się podczas czytania. Dziękuję za książkę – a jednocześnie żałuję, że książka nie jest szerzej reklamowana. Czemu nie pokazać dzieła Profesora szerzej, poza środowiskiem znawców i studentami Lublina? To nie jest “tylko” lubelsko-drohobycki Profesor. Czemu natykać się na to dzieło – przypadkiem? (Dobrze, że jest... ale czemu jest przypadkiem, a może przypadkowo?!)

Znakomite, jak zwykle, wydanie wydawnictwa UMCS. Niewiele przypadkowości: dobór papieru, czcionki, układu typograficznego.

Tylko Autora brak.

Śladami czyjego powozu teraz, Panie Profesorze, Pan podąża?...

Autor: Łukasz Garbal

--
Willa Bianki. Mały przewodnik drohobycki dla przyjaciół (fragmenty), przygotowanie do druku i nota P. Próchniak, Wydawnictwo UMCS: Lublin 2006. [Wydanie dwujęzyczne – po polsku i ukraińsku].

 

Możesz kupić w księgarni: Lideria

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Szukaj z Google
Google



www wydawca.org
Nowe
Teksty


(C) 2006-2007 wydawca.org
Wszelkie prawa zastrzeone.
Teksty publikowane w serwisie wydawca.org nale do autorw - ich przedruk jest moliwy,
ale wycznie z podaniem rda w formie "Pierwodruk: www.wydawca.org".

Wicej o prawach autorskich.