wydawca

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player


ISSN 1896-2548   Start

Menu główne
Start
Księgarnia Wydawcy
Zasady korzystania
Dodaj recenzję!
Kontakt
Materiały dydaktyczne
Patronat medialny
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętać?
Hasło?
Konto? Zarejestruj się!
Partnerzy
Praca i oferty pracy w Pracuj.pl
Przejdź do strony dotyczącej pracy

wydawnictwo W.A.B. - www.wydawca.org  





wydawnictwo






Logo Znaku



Universitas - wydawca.org
 
 
Certyfikat Kidprotect
Najpopularniejsze

Zbrodnia, kara, kat, ofiara (w Breslau). Notatka o powieściach kryminalnych Marka Krajewskiego Drukuj Wyślij znajomemu
Teksty - Recenzje
Redaktor: Katarzyna Ziętek-Pasztaleniec   
 

     Marek Krajewski, jak na zaledwie czterdziestolatka, osiągnął już niebagatelną sławę pisarską. Obsypany nagrodami (z ubiegłorocznym Paszportem „Polityki” włącznie) autor kryminałów jest na co dzień filologiem klasycznym i wykładowcą Uniwersytetu Wrocławskiego.

     Krajewski - www.wydawca.orgCykl powieści kryminalnych o międzywojennym Wrocławiu rozpoczyna wydana w 1999 roku Śmierć w Breslau. Następne to: Koniec świata w Breslau i Widma w mieście Breslau. Ostatnia część tetralogii ma nosić tytuł Festung Breslau. Trzy pierwsze tomy doczekały się już następnych wydań i zostały z zainteresowaniem przyjęte zarówno przez Polaków, jak i przez Niemców – w 2003 roku mieszkańcy Dolnego Śląska uznali Koniec świata w Breslau za „Dolnośląski Brylant Roku”.

     Każda z części stanowi odrębną całość tematyczną. Łączy je postać głównego bohatera – Eberharda Mocka, radcy kryminalnego. Mock wymyka się, rzecz jasna, jednoznacznym ocenom: jest inteligentnym „niedokończonym” i nieco domorosłym filologiem klasycznym, alkoholikiem, a przy tym „twardym gliną”. Bywa dobrym synem i dobrym mężem tak samo często jak socjopatą i damskim bokserem. Jego zadaniem jest zwykle próba wykrycia sprawcy morderstw popełnionych ze szczególnym okrucieństwem oraz ochrona najbliższych, z którymi relacje budowane na co dzień pozostawiają wiele do życzenia. Tradycja literacko–filmowa nakazuje, by główny bohater nie był samotny w walce o sprawiedliwość. Mockowi towarzyszy zatem Kurt Smolorz – wachmistrz kryminalny, który dysponuje raczej siłą mięśni i cierpliwością niż umiejętnością logicznego myślenia. Nie jest to zatem bynajmniej para na miarę Sherlocka Holmesa i Doktora Watsona, lecz w realia przedwojennego Wrocławia wpisują się oni doskonale. Nie widać przy tym w nich papierowej schematyczności – Smolorz potrafi błysnąć intelektem i okazać się przewidujący, zaś Mock regularnie i skutecznie zwalcza w sobie cnotę rozsądku za pomocą wszelakich używek.

     Akcja powieści jest wartka i sprawnie poprowadzona. Podbudową staje się tutaj solidny schemat, wykorzystywany niejednokrotnie w literaturze i filmie: zbrodnie popełniane według znanego tylko psychopatycznemu mordercy klucza (podobnie jak w Milczeniu owiec, Siedem czy Pile). Mnożą się trupy ofiar zabitych spektakularnie i krwawo, a przy tym nie bez powodu. Każda zbrodnia jest informacją, elementem specyficznej układanki, pretekstem do psychologicznej gry pomiędzy zabójcą (zabójcami?) a Mockiem. W Końcu świata w Breslau poszczególne ofiary (a mordercę cechuje makabryczna fantazja i popełnianie niekonwencjonalnych zbrodni typu: zamurowanie żywcem, poćwiartowanie, powieszenie, dekapitacja, aby ofiary budziły grozę swym widokiem; najłagodniejszy opis zwłok brzmi następująco: „Latarka wyłowiła z ciemności małej niszy bezwłosą czaszkę obciągniętą rozkładającą się skórą. Ręce i nogi przywiązane były do haków na przeciwległej ścianie komory. Radca spojrzał jeszcze raz na twarz trupa i zobaczył tłustego robaka, który usiłował się wkręcić w zalane bielmem oko.”) ma przy sobie swoisty „prezent” – kartkę z kalendarza. W Widmach w mieście Breslau z kolei – kartkę z biblijnym cytatem: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” i adnotacją skierowaną bezpośrednio do głównego bohatera, na przykład: „Mock, przyznaj się do błędu, przyznaj, że uwierzyłeś. Jeśli nie chcesz zobaczyć więcej wyłupanych oczu, przyznaj się do błędu.” Zanim Mock odkryje sprawcę zbrodni, czytelnik zdąży dojść do wniosku, że ówczesny Wrocław to przystań wszelkiego typu degeneratów i dewiantów. 

     Warto zwrócić przy tym uwagę na kreację przestrzeni Wrocławia lat 20-tych XX stulecia: niemiecka terminologia topograficzna, szczegóły rodem ze starych map, wręcz drobiazgowość w opisach miejsc i przedmiotów. Każdy tom dotychczasowej trylogii (tetralogii in spe) opatrzony jest przedwojennym planem miasta oraz indeksem nazw topograficznych. 

    Solidne studia nad miejscem powieściowych wydarzeń, stworzenie wrażenia autentyzmu niemal reportażowego nie kolidują jednak ze specyficznym dla międzywojnia „wszechobecnym duchem modernizmu”.
     
Powieści Krajewskiego to bowiem specyficzna mieszanina realizmu, objawiającego się m. in. wiernością szczegółom oraz oniryzmu i quasimistycyzmu artystycznej bohemy oddającej się swym okultystycznym rozrywkom w oparach opium i alkoholu. Widać to szczególnie w rozwiązaniach akcji. Rzeczowa narracja zmienia się w oddające klimat międzywojnia na pół irracjonalne obrazy seansów spirytystycznych (z groteskowym medium), orgii, niepokojących form kultu pogańskich bóstw. Otrzymujemy coś na kształt modernizmu, wielce udatnego w stylizacji. Technika wydaje się zatem stosowna do tematyki. Chłodna kalkulacja, niemal intelektualizm ciągu zbrodni w wykonaniu mordercy – psychopaty zmierza w kierunku koszmaru z pogranicza jawy i snu, magii, okultyzmu i narkotycznych wizji. Niezmienne jest jednak trzymanie w napięciu do końca – nie jest tu wszak istotne, kto i dlaczego zabił... Ważne jest, czy uda się go wytropić czytelnikowi, zanim zrobi to Mock, odbierając nam przyjemność intelektualnej przewagi.  

     Wrocław lat dwudziestych to, wydawać by się mogło, miasto typowo niemieckie – zamieszkane przez Niemców (ewentualnie przez Ślązaków – też zresztą zniemczonych), z niemieckim nazewnictwem, niemieckimi tradycjami i potrawami (jadło smaczne, obfite, choć chyba zbyt ciężkostrawne). Ale tak samo daleko mu do Niemiec, w których powoli budzą się nacjonalistyczne nastroje, jak i do zachłystującej się niepodległością Polski. Jest specyficznym „pomiędzy” Polską a Niemcami – podobnym, lecz całkowicie odrębnym.

     W prozie Krajewskiego zaciekawia także analiza halucynacji i stanów upojenia, obecność snów, które, na kształt koszmarów, nie pozwalają odróżnić od rzeczywistości – choćby scena z Widm w mieście Breslau:
    „Pies zawył i uciekł pod stół, Mock dostrzegł cień przesuwający się pod sufitem starego sklepu, pies zapiszczał, coś przebiegło obok leżącego Mocka, coś większego od szczura, coś większego od psa – umknęło przed zamachem jego ręki pod łóżko. Chwycił lampę naftową i odchylił mokre od własnego potu prześcieradło zasłaniające widok na przestrzeń pomiędzy łóżkiem a podłogą. Siedziało tam dziecko. Uśmiechając się, rozchyliło chrapy nozdrzy. Z nosa dziecka wysunęła się zielono lśniąca ścierwica. (...) Z kratki wynurzyła się głowa Johanny. Łuski na jej szyi wydawały cichy grzechot. W jej oczach tkwiły dwie szpile. Strzelił. Mieszkanie zatrzęsło się od huku. Mock obudził się naprawdę.”

    Sceny te, dzięki pozbawionemu symboliki językowi, harmonizują z wiodącą tu techniką realistyczną, chociaż jednocześnie wymagają elastycznej lektury. Wiedzą o tym czytelnicy W. S. Reymonta – czytanie Wampira po Ziemi obiecanej i Chłopach może spowodować nieprzyjemny zgrzyt...

     Powieści te jednakże po prostu dobrze się czyta – z powodu ich języka, nienachalnej, chociaż imponującej erudycji pisarza (szczególnie uobecniającej się w łacinie i symbolice biblijnej), rzetelnej (aczkolwiek nie encyklopedycznej) znajomości realiów międzywojennego Wrocławia oraz sprawnie poprowadzonej intrydze. Czy jest to nobilitacja gatunku z zasady schematycznego i, paradoksalnie, przewidywalnego nawet w swej nieprzewidywalności (narrator ulituje się wszak nad czytelnikiem i wyzna, kto zabił, chociaż subtelne analizy motywów zbrodni pozostawia domysłom odbiorców)? Czy renesans wielkich powieści kryminalnych? Czy próba przemycenia do tzw. oferty „taniej książki” nieco kultury z wyższej półki?

    O fenomenie Krajewskiego mówić chyba jeszcze nie można – raczej o pewnym pomyśle, konsekwencji w jego realizacji i krytycznym korzystaniu z dobrych wzorców. Pozostaje tylko czekać na domykający tetralogię tom Festung Breslau.

 Autor: Katarzyna Ziętek-Pasztaleniec

Możesz kupić te książki w księgarni: Lideria

Możesz kupić je bezpośrednio w wydawnictwie: W.A.B. 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Szukaj z Google
Google



www wydawca.org
Nowe
Reklamy Google



(C) 2006-2007 wydawca.org
All rights reserved.
Teksty publikowane w serwisie wydawca.org naleza do autorow - ich przedruk jest mozliwy,
ale wylacznie z podaniem zrodla w formie "Pierwodruk: www.wydawca.org".

Wiecej o prawach autorskich.

Hosting by OVH