| W Czeczenii bez zmian... |
|
|
|
| Teksty - Recenzje |
| Wpisany przez Łukasz Garbal |
| wtorek, 28 lutego 2006 22:57 |
![]() Na Zachodzie bez zmian - tak brzmiały komunikaty niemieckiego Sztabu Generalnego, kiedy linie frontu pozostawały w tych samych miejscach, a codziennie ginęli ludzie. Tu giną dzieci. I umierają ich marzenia. Najbardziej wstrząsnęło mną nie kolejne wyliczanie umarłych - a reprodukcje dziecięcych rysunków. Autoportret z martwym samolotem, pejzaż z granatami w tle... Nie porusza już nas dramat milionów. Siedzimy z kanapką z łososiem przed telewizorem i przełączamy się między serwisem a serialem. Ale kiedy zabija się dzieciństwo? Kiedy dziecko musi zabijać, jest zabijane, a w marzeniach widzi spadające bombowce? Czy tak wygląda “postęp”? Czemu milczy Zachód, czemu my – Zachód – milczymy? Nie porusza już nas dramat milionów. Siedzimy z kanapką z łososiem przed telewizorem i przełączamy się między serwisem a serialem.Nie poruszyły mnie kolejne opisy śmierci. Tortur. Za dużo tego. Ale kiedy zabija się dzieciństwo? Kiedy dziecko musi zabijać, jest zabijane, a w marzeniach widzi spadające bombowce? Czy tak wygląda “postęp”? Czemu milczy Zachód, czemu my – Zachód – milczymy? Anna Politkowska jest dziennikarką rosyjską. To jej nie pozwolono wjechać do Biesłanu, gdzie chciała pomagać w negocjacjach. Autorka nie bierze niczyjej strony. Nie jest antyrosyjska. Ani antyczeczeńska. Jest przeciw morderstwom. Morderstwom człowieczeństwa. Bo każdy człowiek umrze – ale kiedy umiera w nim samym człowiek; kiedy ginie naród; kiedy ginie przyzwoitość – zostaje neolit i małpolud wymachujący maczugą z nabitą czaszką. Cała kultura zostaje starta gumką. Bierzemy siebie samych w nawias. Zastanawia mnie, dlaczego Rosja pozbywa się tak często swoich najlepszych ludzi. Anna Politkowska nie jest zdrajcą Rosji; to świadek, który stara się być świadkiem prawdy. Rani zarówno ksenofobów rosyjskich jak i czeczeńskich. Ktoś powiedziałby, że wkłada palce między drzwi – sama też doświadczyła przesłuchań rosyjskich żołnierzy; bojownicy Basajewa też za nią nie przepadają. Ludzie boją się z nią rozmawiać – po rozmowach często są zabijani; za samą rozmowę z dziennikarką. Dziennikarką, która nie jest sępem. Nie pije herbaty na dachach bombardowanego miasta. Nie podąża tropem zwycięskich generałów, zuchwałych partyzantów... Ruchy wojsk, medale – nie dla niej. Ona stara się opisać wojnę, która jest wojną dla człowieka. To nie szachy, nie abstrakcyjne zmiany “stanu ludnościowego zbuntowanej republiki”. To koniec świata. Dla ¼ mieszkańców Czeczenii to już ostateczny koniec – jedna czwarta Czeczenów zginęła; reszta jest dotknięta umieraniem na raty. Umieranie zaczyna się od wyobraźni. Człowiek, który uciekał, przebierając się w białą koszulę, garnitur, z aktówką, liczący, że ten strój ochroni go przed bombami... Ochronił. Ale na miny nie ma sposobu. Dzieci, śniące o bombach. Bawiące się skorupą granatu. Kiedy mówimy o Czeczenach mamy w wyobraźni naszą polską konspirację. Solidarność.... Ale większość Czeczenów to ofiary wojny! Nie mówmy o “czeczeńskim ruchu oporu”. Reporterka dowodzi współpracy między Basajewem i niektórymi dowódcami armii rosyjskiej.. Współpracy, która powoduje podtrzymywanie krwawej rzezi na Kaukazie. Nie giną “terroryści”. Giną dzieci. Basajew spokojnie stoi na przystanku, bez maski. Z automatem i śpiworem. Czeka na autobus. Nic mu się nie dzieje. A naprzeciw mnie przy stoliku siedzi Magomed Jandijew. Zwyczajny bohater nienormalnego kraju. Nikogo nie ograbił, nie zgwałcił, nie wpychał za pazuchę zrabowanej damskiej bielizny. Ratował ludzi.
Politkowska próbuje się dowiedzieć także o tajemnicach tej wojny. Kto zabił Maschadowa. Dlaczego nie zabito Basajewa, mimo wielu możliwości. Ile osób armia rosyjska odznaczyła podczas walk w Czeczenii. Tak, to dla Rosjan też jest tajemnica. Państwo, w którym liczba odznaczonych jest informacją do użytku służbowego urzędników te odznaczenia rozdających, a prawdziwy bohater orderu dostać nie może, nic już nie będzie w stanie zrobić. Przegra wszystkie wojny. Dlatego że zawsze jest nie tam, gdzie trzeba. I nie z tymi, z którymi być powinno. Politkowska zostawia nas z pytaniami, które wywołują mętlik w głowie. Jak to się mogło stać. Na oczach całego kraju. Całego świata? W imię walki z terroryzmem zabijamy dzieci? Za rozpaczającymi pod płotem kombinatu – pustka. Nie ma tam ani Czeczenii, ani władzy. Zarówno czeczeńskiej, jak i rosyjskiej. Jedynie atrapy obu. I atrapa kraju. Narodu – także? Bądź człowiekiem. Mordowanym, kiedy jak zwykle bandyci spokojnie siedzą w domach. Daj świadectwo prawdzie. Nie ulegaj czczej pokusie miłej dyplomacji w imię ludzkości, kiedy giną – ludzie. Anna Politkowska, Druga wojna czeczeńska. Przekład i opracowanie Irena Lewandowska. “Znak”: Kraków 2006. Wybierz: |
| Poprawiony: środa, 29 marca 2006 11:45 |