| Okrutnie codzienne rewolucje - Europa Jagielskiego |
|
|
|
| Teksty - Recenzje |
| Wpisany przez Ewa Nowicka |
| środa, 12 kwietnia 2006 21:51 |
Czym się różni śmierć Czeczena od śmierci Gruzina? Gdzie to w ogóle jest?.. Pewnie znowu gdzieś u Ruskich... Zapominamy, że Ormianie są chrześcijanami przed Mieszkiem I. Zapominamy, że to też Europa. Tak, to Europa Jagielskiego. Nie Azja. Granica światów. Jak u Tolkiena.
...Jeden z rozmówców Jagielskiego przypuszcza, że koniec świata nastąpi na Kaukazie. Na styku stu wojen, dwustu narodów, dziesięciu religii. U podnóża biblijnej góry Ararat, w Nachiczewaniu, na granicy Górnego Karabachu.
Rewolucje na Kaukazie. Radosny temat dla politologów. I my czujemy się jak piłkarscy kibice: wygra kto - Barcelona czy Milan?Czym się różni śmierć Czeczena od śmierci Gruzina? Gdzie to w ogóle jest?.. Pewnie znowu gdzieś u Ruskich... Zapominamy, że Ormianie są chrześcijanami przed Mieszkiem I.
Zapominamy, że to też Europa. Tak, to Europa Jagielskiego. Nie Azja. Granica światów. Jak u Tolkiena.
Dwie rzeczywistości, dwie Europy. Samozadowolona przed kablówkami, łasząca się do Hollywood i MTV - i druga, z karabinami na targowisku... ludzie są tacy sami - i tu, i tam. Podobne mają marzenia.
Ormiański poeta, który był opozycjonistą, chciał demokracji - i jego sąsiad, zawsze blisko władzy, zawsze z dobrym samochodem... Sąsiad się nie buntował. Poeta pali w piecyku własnymi tomikami poezji.
C'est la żyzn', jak mawia moja znajoma. Szkoda, że takie jest życie. Gruzja. Azerbejdżan. Armenia. Co to w ogóle za nazwy, kto tam w ogóle żyje?
Ludzie.
Reportaże obecne w tej książce, jeżeli w ogóle wypada tak powiedzieć, są bardzo dobre. Nie ma w nich uczuciowości - choć dotykają najbardziej podstawowych ludzkich spraw. Jagielski relacjonuje historie, które są prawdziwą historią - nie pisaną przez polityków krwią i atramentem, nie teorie, wymyślane przez nieżyciowych rewolucjonistów-teoretyków. Pokazuje nam twarz życia. Z codziennym trudem i groteską, zabawne i śmiertelnie poważne. To bardzo podobne do dawnych reportaży Kapuścińskiego: docieranie w głąb. To reportaż bardziej po psychice, niż na mapach...
Po psychice krzywdzonych - i krzywdzących. Eduard Szewardnadze - ale i szary, zwykly Gruzin.
Dymiące arkebuzy jeszcze widzę... nie jest to piękne. Nie mówmy o koszmarach wojny. Sama wojna jest koszmarem dla ludzkiego poczucia prawdy i sprawiedliwości. (Nie chcę się wdawać w polemiki na temat pacyfizmu - nie jest on rozwiązaniem... ale jednocześnie rozwiązaniem nie jest - natychmiast - wojna...)
Kiedy Jagielski opisuje początki konfliktu w Górnym Karabachu to mam wrażenie, że czytam apokalipsę w książce telefonicznej. Apokalipsa - szarych ludzi. Jak sąsiedzi - rodziny całe - stały się sobie wrogami. Z dnia na dzień przeistoczyli się z ludzi mówiących do siebie "dzień dobry" w ludzi, którzy siebie zabijają. Ty - jesteś Azer. Ty - Ormianin. Ty jesteś - nasz; ty jesteś - obcy. Ty jesteś z tej partii - a ty z opozycji...
Wilki są bardziej ludzkie.
Nie, to nie tak. Mamy do czynienia z jakimś nieludzkim, okropnym nieporozumieniem. Czy naprawdę nadciąga zagłada?
Jeden z rozmówców Jagielskiego przypuszcza, że koniec świata nastąpi na Kaukazie. Na styku stu wojen, dwustu narodów, dziesięciu religii. U podnóża biblijnej góry Ararat, w Nachiczewaniu, na granicy Górnego Karabachu.
Co my mamy wspólnego z tymi ludźmi ze Wschodu, z barbarzyńcami ze stepów Azji..? - zapyta mój adwokat diabła. Drogi adwokacie, kobieta odpowiada w imieniu własnym, nie ludzkości: wszystko. Od dnia naszego powszedniego, brudu codziennego, do śmierci. Marzenia mamy podobne. Sny - mniej może koszmarów u nas nad Wisłą. Jesteśmy ludzkością. Jesteśmy? Kiedy nastapi ten koniec świata w Nachiczewaniu? Masz wybór: Możesz kupić tę książkę w księgarni: Lideria Możesz kupić bezpośrednio w wydawnictwie: WAB |
| Poprawiony: poniedziałek, 17 kwietnia 2006 16:30 |