| Dąbrowska kobieca?... |
|
|
|
| Teksty - Recenzje |
| Wpisany przez Łukasz Garbal |
| poniedziałek, 06 marca 2006 23:22 |
Dąbrowska kobieca, Dąbrowska erotyczna?
Czy Maria Dąbrowska - wcielenie naszych polonistycznych czarnych snów - może w czymś zaskoczyć starych nauczycielskich wyjadaczy? Czy jest to umarła proza, która nie powstanie, aby nas męczyć? Nie. Ostatnio ukazała się książka składająca się z żywych tekstów Dąbrowskiej - poruszających także dzisiejszego czytelnika... Są to prywatne listy autorki "Nocy i dni", kierowane do męża (zmarł przed zdobyciem przez Dąbrowską sławy). Listy, które czytamy, zerkając przez ramię, czy autorka nie stoi za nami; ich intymność i emocje przenikają do głębi. Uwaga: Wydawca.org rekomenduje tę książkę - to współczesny wzór edytorstwa korespondencji warty upowszechniania :) Dąbrowska kobieca, Dąbrowska erotyczna?
Czy Maria Dąbrowska - wcielenie naszych polonistycznych czarnych snów - może w czymś zaskoczyć? Czy jest to umarła proza, która nie powstanie, aby nas męczyć? Nie. Ostatnio ukazała się książka składająca się z żywych tekstów Dąbrowskiej - poruszających także dzisiejszego czytelnika... Są to prywatne listy autorki "Nocy i dni", kierowane do męża (zmarł przed zdobyciem przez Dąbrowską sławy). Listy, które czytamy, zerkając przez ramię, czy autorka nie stoi za nami; ich intymność i emocje przenikają do głębi. Eros i karabin. Konspiracja i miłość. Zdrada i lojalność. Małżeństwo i wojsko. To wspaniale dokonane przez Ewą Głębicką wydanie korespondencji pisarki, uważanej dziś przez wielu studentów - i nauczycieli - za wcielenie nudy. Fascynujące listy, skrzące się stuletnim erotyzmem - czy ktoś podejrzewałby autorkę "Nocy i dni" o seksualność? Niewesoło było chyba być Marią Dąbrowską; Maria Dąbrowska miała ciężki los - taki przecież mógłby być Gombrowicz, gdyby faktycznie za życia został "Instytucją Narodową"... pozbawiony rodziny, zarządzający sławą, firmujący apele... A czy Instytucja Narodowa może kochać? Najwidoczniej mogła. "W Dziennikach pod datą 10 stycznia 1944 roku pisała o tych listach: 'Chciałabym je uchronić, żeby gdzieś kiedyś - bodaj już po setkach lat - żeby ludzie kiedyś zobaczyli w olśnieniu, jak w Polsce miłowano...'" Widzimy to w tych listach. Pełnych erotyzmu - tak, nawet Dąbrowska była kobietą - głośnych i cichych dramatów (ten ostatni list, kierowany do męża przed jego śmiercią...) - przepojonych Bergsonowskim elan vital. ***
Zawsze powraca pytanie o moralne (poza formalnym) prawo publikowania cudzej prywatnej korespondencji. W tej sytuacji edytor miał o tyle łatwiej, że sama Dąbrowska nie tylko z tym się liczyła, ale - jak się wydaje - wręcz tego chciała.Edycja korespondencji wymaga od edytora niesamowitych kompetencji. Nie może się ograniczać do martwej rejestracji śladów materialnych (słowo "tyłek" napisane bladobłękitnym atramentem o wymiarach iks na igrek) Nie może też zawierać nadmiaru interpretacji edytora. Powinno jednak umożliwić czytelnikowi lekturę ze zrozumieniem: nie wystarczy zatem "sczytanie" i "spisanie" listów (co samo w sobie wymaga precyzji) - KONIECZNE jest przedstawienie czytelnikowi KONTEKSTU listów. A zatem przypisy. Ale także komentarz. Przypisy dobrze zrobione - nie tłumaczące oczywistości (np. nie tak: Kowalski (a w przypisie: Kowalski - Jan Kowalski), a rozwijające naszą rzeczywistą wiedzę ('Kowalski - Jan Kowalski (ur. - zm.); wówczas redaktor czasopisma Iks, konkurującego z Igrekiem - stąd ironia w cytacie'). Inaczej czytamy korespondencją jak powieść, nie powiększającą naszej wiedzy, a zwiększającą obszar fikcji... Mamy dziś niestety trochę takich wydań. Pomińmy je lepiej milczeniem. Chwalmy dobre. Ewa Głębicka wydała korespondencję w sposób, który czyni tę edycję wzorem godnym naśladowania. Żmudna i wyczerpująca praca u korzeni edytorstwa wydała piękny kwiat: nikt chyba, poza apologetami Dąbrowskiej, nie przypuszczał, że te listy moga być aż tak - wzruszające. Ludzkie. Miejscami zwyczajnie - piękne. Tu ważna uwaga do pań i panów polonistów: choć uwielbiam Gombrowicza i Schulza, to dziś w programie mamy do czynienia z fałszywym obrazem ich dominacji w Dwudziestoleciu. Jeżeli chcemy wejść w kontekst Dwudziestolecia - lat 20., początku lat 30. - musimy poznać Nałkowską i Dąbrowską; Schulz i Gombrowicz nie byli TYPOWYMI przedstawicielami Dwudziestolecia, jak nam dziś często się wydaje... Poza innymi zaletami tej edycji godna podkreślenia jest jej ilustracyjność - bardzo wiele listów jest reprodukowanych (w kolorze!). Dzięki temu możemy poczuć "klimat" tej korespondencji... to kolejny, często niedoceniany "komentarz" edytora. Sama książka nie sprawia cegłowatego wrażenia - mimo blisko 800 stron dużego formatu zyskuje na elegancji i prostocie dzięki dobrze dobranemu gatunkowi papieru. Książka, która odkrywa nam Dąbrowską - człowieka. A nawet Dąbrowską - kobietę. -- Uwaga: Wydawca.org rekomenduje tę książkę - to współczesny wzór edytorstwa korespondencji warty upowszechniania :) -- Ich noce i dnie. Korespondencja Marii i Mariana Dąbrowskich 1909-1925. Wstęp i opracowanie Ewa Głębicka. "Iskry": Warszawa 2006.
|
| Poprawiony: sobota, 31 lipca 2010 21:13 |